Znowu trochę zaniedbałam pisanie. Wiele się stało od mojego ostatniego posta. Moje poprzednie szczęście w wolności, pokryte samotnością. Zmieniło się w dramat. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Coraz to gorsze rzeczy zwalały mi się na głowę. Jednak cały czas nie straciłam wiary, prosiłam. Wykonałam jedno postanowienie, momentami nie było łatwo, ale wytrwałam. Dzięki temu mogłam być przez jeden dzień szczęśliwa. Stało się to o co tak bardzo prosiłam i o czym marzyłam. Wystarczył jeden telefon aby całe moje życie się odmieniło. Szczęście jednak szybko zamieniło się w poczucie winy. Teraz wiem, że jest dobrze, ale tego nie czuję. Nie potrafię też odwzajemnić uczuć.
Mówiąc o uczuciach... Niedawno doszłam do wniosku, że mam na prawdę kiepską podstawę emocjonalną. Starałam się doszukać powodu, dlaczego nie potrafię kochać. Ostatecznie stwierdziłam, że składa się na to wiele czynników. Każdy po kolei niszczył kawałek mojego serca i duszy. Teraz przez to cierpię, ale staram się to odbudować. Powoli zaczynam coś czuć. Potrafię, jednak okazywanie uczuć nie jest już takie łatwe. Najgorsze jest to, że nigdy nie zauważyłam tego, że nie potrafię okazać wdzięczności, miłości, przyjaźni czy zaufania. Ja to tylko czułam, ale nikt w okół mnie nie mógł poczuć tego co ja. Zniszczyłam wszystko. Zamroziłam się, a roztopienie jest w tym momencie niemożliwe. Muszę przełamywać mnóstwo barier.
Postanowiłam zmienić moje życie. Biorę urlop dziekański i wyjeżdżam na rok do Anglii. Już jest wszystko zaplanowane. 27 lub 28 wylatuję. Wracam za rok. Na razie powiedziałam o tym jednej osobie. Przyjacielowi, który rozumie. Muszę się uporać z moimi najbliższymi, czego się boję.
Brak akceptacji jest najgorszy.
Emocje sięgają zenitu. Od euforii po melancholijną depresję. w 3 sekundy.
środa, 11 września 2013
piątek, 21 czerwca 2013
In libertate felicitas.
Szczęście w wolności? Czy aby na pewno? Ja jestem w końcu wolna. Czuję wielka ulgę, ale też niepokój. Moja wolność związała się z samotnością. Z odrzuceniem ludzi, których najbardziej kocham. Ludzi, którzy mnie powinni najbardziej kochać. Czu jest to wszystko do naprawienia? Jest gwiazdka nadziei, ale ból jest zbyt duży, żeby teraz to wykorzystać. Czy zmarnuje tą jedyną szansę?
Serce mam już milionie kawałków, przez te wszystkie dramaty. Nie ma możliwości, żeby znowu było całe. Nie wiem czy bardziej jest mi wstyd, czy przepełnia mnie żal. Nie potrafię się odezwać jednym słowem. Na samą myśl o was zbieram się do płaczu. Czy moja prawdziwa wolność będzie dopiero wtedy gdy o was zapomnę? Nie... to niemożliwe. Gdy się pogodzę z moim losem? Nie... to też niemożliwe. Chyba ostateczną możliwością jest, że porozmawiamy. Gdyby to tylko było takie łatwe. Zrobię to kiedyś. Obiecuję. Tylko nie teraz. Po prostu nie potrafię.
Marzę o tym, żeby kiedyś spotkać kogoś, komu będę mogła zaufać i mam nadzieję, że mu zaufam.
Serce mam już milionie kawałków, przez te wszystkie dramaty. Nie ma możliwości, żeby znowu było całe. Nie wiem czy bardziej jest mi wstyd, czy przepełnia mnie żal. Nie potrafię się odezwać jednym słowem. Na samą myśl o was zbieram się do płaczu. Czy moja prawdziwa wolność będzie dopiero wtedy gdy o was zapomnę? Nie... to niemożliwe. Gdy się pogodzę z moim losem? Nie... to też niemożliwe. Chyba ostateczną możliwością jest, że porozmawiamy. Gdyby to tylko było takie łatwe. Zrobię to kiedyś. Obiecuję. Tylko nie teraz. Po prostu nie potrafię.
Marzę o tym, żeby kiedyś spotkać kogoś, komu będę mogła zaufać i mam nadzieję, że mu zaufam.
środa, 19 czerwca 2013
Non Omnia Possumiis Omnes
Egzystencjalno filozoficzne myśli powracają. Jak to jest, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad sobą dopiero wtedy gdy wszystko straci. Może tylko ja tak mam? W każdym razie całe moje złe usposobienie doprowadziło do mojej duchowej klęski. Po raz kolejny stałam się wrakiem człowieka, ale przecież co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Jakież mądre jest to powiedzenie, a jakież prawdziwe. W takim razie im bliżej jestem śmierci, tym jestem silniejsza jeśli jej uniknę? Nie sądzę. Dzieliło mnie kilka milimetrów od bliskiego spotkania z kostuchą. W cale nie jestem od tego silniejsza, wręcz przeciwnie. Czuję się jakbym nie miała duszy, serca, sumienia. Przede mną najcięższy okres w moim życiu. Zaczynam od nowa. Sama. Porzucam wszystko i wszystkich. Nie interesuje mnie co wszyscy o tym myślicie. Uważajcie, że robię z siebie ofiarę, że jestem zła i egoistyczna, że nie potrafię stawić czoła problemom.... nie ważne. Przeżyłam też kilka pięknych dni podczas tego czasu grozy. Od bardzo, bardzo dawna nie czułam tej miłości. Cieszę się, że chociaż przez te kilka godzin miałam ją z powrotem. Chociaż, gdy mi ją odebrali, chciałam umrzeć. Nie wiem co jest gorsze... nie posiadać miłości, czy ją stracić? Chyba wolałabym nigdy nie wiedzieć co to miłość, jeśli oczywistym jest to, że ją stracę.
Chciałabym szczególnie podziękować K. za to, że jest przy mnie, nie pyta i nie ocenia. Na Ciebie jedynego mogę liczyć, mimo wszystko. Tylko Ty mi pozostałeś i na prawdę bardzo to doceniam. Wiedz, że ja dla Ciebie zrobię wszystko!
Kiss.
Chciałabym szczególnie podziękować K. za to, że jest przy mnie, nie pyta i nie ocenia. Na Ciebie jedynego mogę liczyć, mimo wszystko. Tylko Ty mi pozostałeś i na prawdę bardzo to doceniam. Wiedz, że ja dla Ciebie zrobię wszystko!
Kiss.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)