środa, 26 marca 2014

...Ad Acta

Więc... Mogłabym teraz zacząć pisać jak moje życie jest podłe i beznadziejne. Tylko po co? Każdy uważa, że jego życie jest złe. Dzisiejsza moda mówi nam, że jesteśmy ciekawsi jeśli nie lubimy sami siebie. Musimy narzekać i ciągle poszukiwać 'swojego ja'. Co jeśli coś takiego nie istnieje? Jeśli jest to tylko wymysł psychologów i marketingowców. Wyobraź sobie, że nie wiesz nic o swoich korzeniach, nikt nie mówi Ci co należy robić, nie ma powszechnych standartów moralnych. Co byś robił w swoim życiu? Co byś chciał? Czy w ogólne miałbyś jakieś ambicje? Na pewno chciałbyś być bogaty, ale jaka byłaby do tego droga? Kariera sceniczna? własny biznes? medycyna? prawo? Skąd mamy wiedzieć co tak na prawdę chcemy w życiu robić?
Teoretycznie jestem już osobą dorosłą. Powinnam myśleć o swoim życiu przyszłościowo. Powinnam skończyć studia, które zaczęłam, powinnam zdobyć zawód, powinnam znaleźć męża, urodzić dzieci i powinnam być szczęśliwa. Jednak czy taki schemat czyni życie szczęśliwym? Nie mówię, że nie chce skończyć studiów, że nie chce mieć męża i dzieci... Chcę tego, ale co jeśli chcę tego tylko dlatego, że taki jest wzorzec? Większośc ludzi uznaje to za spełnienie siebie. Jeśli nie poprzez rodzinę, to przez karierę zawodową.
Marzę o tym aby zmienić kierunek studiów. Nie chcę mieć niczego do czynienia z Ochroną środowiska w przyszłości. Jednak na moją decyzję wpłynęło tylko i wyłącznie to, że okradłam współlokatorkę, przez co mam aktualnie wyrok w zawieszeniu. Nie mogę przebywać z nią i resztą znajomych z roku nawet w jednym mieście. Dobija mnie to psychicznie i nie poradziłabym sobie z tym. Próbowałam przez wakacje, a ona mnie tylko zaatakowała. Nie winię jej za to. To ja ją okradłam, to ja okazałam się 'tą złą'. Jednak to ona bez słowa poszła  na Policję, nie przeprowadzając ze mną najmniejszej rozmowy. Złamało mi to serce po raz kolejny, kilka tygodni później moje serce zostało ponownie złamane, potem była tylko porażka za porażką. Teraz już rozumiem, że ponosze karę za wszystkie moje uczynki w życiu. Aktualnie przebywam na w miare stabilnym gruncie. Rodzice wzięli wszystko na siebie. Płacą wszystkie moje długi, a mój rachunek względem ich ciągle rośnie.
Czy żałuję za to co zrobiłam? Wtedy uważałam, że było to dla mnie jedyne rozwiązanie. Chyba jedynie żałuję tego, ze zostałam przyłapana, a przede wszystkim, że skończyłam z wyrokiem. Najbardziej żałuję, że sprzedałam złoto dziadka. Zawsze marzyłam o tym, że przetopię to na moje ślubne obrączki. Teraz, kiedy nie mam już tego złota, nie będzie obrączek, nie będzie ślubu, nie będzie miłości. Pogodziłam się z tym. Pogodziłam się z życiem w samotności. Jest to niesamowicie trudne i puste życie, ale jeśli docenia się najmniejsze przyjemności codzienności to nie jest aż tak źle.
Nadal czasami kusi mnie żeby coś zabrać, 'pożyczyć' bez pytania - bo przecież za chwile oddam, nikt się nie zorientuje. Jednak wtedy śmieję się diabłu w twarz i walczę ze sobą. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wyzbyć tego nawyku. Od dawna niczego nie ukradłam i mam nadzieję, że tak pozostanie.
Poprzedni weekend był jednym z najpiękniejszych jakie miałam od bardzo długiego czasu. Nie byłam pewna czego oczekiwać, mimo tego byłam podekscytowana. Była impreza masowa, która również okazała się inna niż przypuszłam, mimo tego baaardzo mi się podobało i chciałabym to przezyć jeszcze raz. Spotkałam się z facetem, którego poznałam na portalu randkowym. Jest to totalnie sprzeczne z moją naturą. Nie dość, że poznawanie kogoś przez ineternet, to na dodatek na portalu randkowym. Jednak stwierdziłam, że nie mam niczego do stracenia. On okazał się bardzo miły, zabawny, bla bla bla... mieliśmy to połączenie. Cały wieczór (imprezę) spędziliśmy razem z moimi i jego znajomymi. Było niesamowicie miło, na prawdę czułam się wtedy dobrze. Cały następny dzień spędziliśmy razem, większośc czasu w pokoju hotelowym, ale zmusiłam go też na mały spacer ( ;) ). W sumie do nieczego nie doszło, poza tym, ze przerżnął mnie w ubraniach. Co mimo wszystko było całkiem podniecające. Na imprezie spontanicznie zostało postanowione, że on i jego znajomi odwiedzają mnie w kolejny weekend. Jednak nie do końca w to wierzę. Uważam to bardziej jako 'jednorazową znajomość'. Mimo tego z nadzieją czekam na weekend, że jednak się zobaczymy.
Czuję się na prawdę dziwnie, bo na prawdę polubiłam tego gościa. A widzieliśmy się tylko jeden weekend. Rozmawialiśmy przez internet niecałe dwa tygodnie, a ja go lubię. Zazwyczaj cięzko było dotrzeć do mnie. Może jednak zmiękłam przez te wszystkie dramatyczne wydarzenia w moim życiu i teraz jestem na etapie poszukiwania uczyć i dam się wykorzystać każdemu. Przywykłam do tego, że to ja jestem ta  zła, więc  moja duma nie pozwala mi się o niego starać, tylko czekać aż on zacznie się płaszczyć. Ostatecznie rzecz biorąc  to i tak ja zrobię z siebie idiotkę, która zachowuje się jak niezrównoważona psychicznie kobieta.
Mimo tego, że pogodziłam się z moim życiem w samotoności, chyba niepotrafiłabym wytrzymać psychicznie dawania i odbierania. Jeśli mam być z niczym, to mi niczego nie dawaj. Nie pozwalaj się przywiązać.

Tak więc. Miałam nie pisać o moim żałosnym życiu, a jednak skończyło sę na użalaniu. Ten tekst powstał jedynie tylko po to aby uspokoić moją duszę, bo nie mam fajek i nie mogę odreagować i żaden inny spokój ( Chyba, że chcę pogadać z krowami). Tak więc, jeśli ktoś się na tyle wysili, żeby to czytać to może mnie pocałować w dupę, jeśli go rozczarowałam. Chciaż patrząc z perspektyw moich przemyśleń, nie jest do to końca samo użalanie. Mogłabym to określić jako podsumowanie. Pierwszy raz otwarcie napisałam o pewnych rzeczach, które bolą mnie najbardziej, więc jest to w pewnym sensie moje oczyszczenie.
Będę lepszą osobą. Obiecuję.
I będę się cieszyć życiem, które mam. Obiecuję.

środa, 11 września 2013

cui bono?

Znowu trochę zaniedbałam pisanie. Wiele się stało od mojego ostatniego posta. Moje poprzednie szczęście w wolności, pokryte samotnością. Zmieniło się w dramat. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Coraz to gorsze rzeczy zwalały mi się na głowę. Jednak cały czas nie straciłam wiary, prosiłam. Wykonałam jedno postanowienie, momentami nie było łatwo, ale wytrwałam. Dzięki temu mogłam być przez jeden dzień szczęśliwa. Stało się to o co tak bardzo prosiłam i o czym marzyłam. Wystarczył jeden telefon aby całe moje życie się odmieniło. Szczęście jednak szybko zamieniło się w poczucie winy. Teraz wiem, że jest dobrze, ale tego nie czuję. Nie potrafię też odwzajemnić uczuć.

Mówiąc o uczuciach... Niedawno doszłam do wniosku, że mam na prawdę kiepską podstawę emocjonalną. Starałam się doszukać powodu, dlaczego nie potrafię kochać. Ostatecznie stwierdziłam, że składa się na to wiele czynników. Każdy po kolei niszczył kawałek mojego serca i duszy. Teraz przez to cierpię, ale staram się to odbudować. Powoli zaczynam coś czuć. Potrafię, jednak okazywanie uczuć nie jest już takie łatwe. Najgorsze jest to, że nigdy nie zauważyłam tego, że nie potrafię okazać wdzięczności, miłości, przyjaźni czy zaufania. Ja to tylko czułam, ale nikt w okół mnie nie mógł poczuć tego co ja. Zniszczyłam wszystko. Zamroziłam się, a roztopienie jest w tym momencie niemożliwe. Muszę przełamywać mnóstwo barier.

Postanowiłam zmienić moje życie. Biorę urlop dziekański i wyjeżdżam na rok do Anglii. Już jest wszystko zaplanowane. 27 lub 28 wylatuję. Wracam za rok. Na razie powiedziałam o tym jednej osobie. Przyjacielowi, który rozumie. Muszę się uporać z moimi najbliższymi, czego się boję.
Brak akceptacji jest najgorszy.

Emocje sięgają zenitu. Od euforii po melancholijną depresję. w 3 sekundy.

piątek, 21 czerwca 2013

In libertate felicitas.

Szczęście w wolności? Czy aby na pewno? Ja jestem w końcu wolna. Czuję wielka ulgę, ale też niepokój. Moja wolność związała się z samotnością. Z odrzuceniem ludzi, których najbardziej kocham. Ludzi, którzy mnie powinni najbardziej kochać. Czu jest to wszystko do naprawienia? Jest gwiazdka nadziei, ale ból jest zbyt duży, żeby teraz to wykorzystać. Czy zmarnuje tą jedyną szansę?
Serce mam już milionie kawałków, przez te wszystkie dramaty. Nie ma możliwości, żeby znowu było całe. Nie wiem czy bardziej jest mi wstyd, czy przepełnia mnie żal. Nie potrafię się odezwać jednym słowem. Na samą myśl o was zbieram się do płaczu. Czy moja prawdziwa wolność będzie dopiero wtedy gdy o was zapomnę? Nie... to niemożliwe. Gdy się pogodzę z moim losem? Nie... to też niemożliwe. Chyba ostateczną możliwością jest, że porozmawiamy. Gdyby to tylko było takie łatwe. Zrobię to kiedyś. Obiecuję. Tylko nie teraz. Po prostu nie potrafię.

Marzę o tym, żeby kiedyś spotkać kogoś, komu będę mogła zaufać i mam nadzieję, że mu zaufam.

środa, 19 czerwca 2013

Non Omnia Possumiis Omnes

Egzystencjalno filozoficzne myśli powracają. Jak to jest, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad sobą dopiero wtedy gdy wszystko straci. Może tylko ja tak mam? W każdym razie całe moje złe usposobienie doprowadziło do mojej duchowej klęski. Po raz kolejny stałam się wrakiem człowieka, ale przecież co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Jakież mądre jest to powiedzenie, a jakież prawdziwe. W takim razie im bliżej jestem śmierci, tym jestem silniejsza jeśli jej uniknę? Nie sądzę. Dzieliło mnie kilka milimetrów od bliskiego spotkania z kostuchą. W cale nie jestem od tego silniejsza, wręcz przeciwnie. Czuję się jakbym nie miała duszy, serca, sumienia. Przede mną najcięższy okres w moim życiu. Zaczynam od nowa. Sama. Porzucam wszystko i wszystkich. Nie interesuje mnie co wszyscy o tym myślicie. Uważajcie, że robię z siebie ofiarę, że jestem zła i egoistyczna, że nie potrafię stawić czoła problemom.... nie ważne. Przeżyłam też kilka pięknych dni podczas tego czasu grozy. Od bardzo, bardzo dawna nie czułam tej miłości. Cieszę się, że chociaż przez te kilka godzin miałam ją z powrotem. Chociaż, gdy mi ją odebrali, chciałam umrzeć. Nie wiem co jest gorsze... nie posiadać miłości, czy ją stracić? Chyba wolałabym nigdy nie wiedzieć co to miłość, jeśli oczywistym jest to, że ją stracę.

Chciałabym szczególnie podziękować K. za to, że jest przy mnie, nie pyta i nie ocenia. Na Ciebie jedynego mogę liczyć, mimo wszystko. Tylko Ty mi pozostałeś i na prawdę bardzo to doceniam. Wiedz, że ja dla Ciebie zrobię wszystko!

Kiss.

niedziela, 5 lutego 2012

a capite

Początki są zawsze trudne. Zadziwiające jest jednak, jak często zaczynamy coś od środka, nie zdając sobie z tego sprawy. Staramy się być poukładanymi. Powinno być rozpoczęcie, rozwinięcie i zakończenie. To jest idealny schemat. Ideał, jakiego uczymy się w szkole. Jednak życie nie jest perfekcyjne, dlatego aby go opisać nie można zacząć od początku, jak ja teraz. Ja jednak zrobiłam to celowo, chcąc pokazać jak pokręcony i nieoczekiwany może być bieg wydarzeń. 

Ja - Karolina Krystyna K. Studentka. Marzycielka. 
Osobiście nie mam niczego wspólnego z literacką zadumą. Lubię książki lekkie, bez podwójnego dna. Wiersze są dla mnie nudne i zbyt trudne. Zamykam umysł przed wartościową literaturą. Ile jest osób takich jak ja? Więcej niż można sobie to wyobrazić. Problem ten wynikł, nie z genetycznych zdolności mojego mózgu, lecz z czystego lenistwa. 
Jestem osobą ambitną, owszem. Mimo wszystko przepełnioną ignorancją i niechęcią do pracy. 

Jakie jest moje największe marzenie? Jest ono dość pospolite. Łatwe do spełnienia, dla osoby ambitnej, pracowitej i konsekwentnej. Ja posiadam tylko jedną z tych cech. Smutne. Co to za marzenie.... OSIĄGNĄĆ coś w życiu. Chciałabym być zapamiętana, żeby ludzie wiedzieli kim byłam, żeby dzieci za 100 lat uczyły się o mnie w szkole, żeby ktoś napisał moją biografię. Banalne.

W jakim celu, więc założyłam bloga? .... Z nudów, z natłoku myśli, czy może z pazerności.
Z nudów, tak. W końcu wszystko co nie jest związane z siedzeniem w książkach w czasie sesji jest ciekawe. 
Z natłoku myśli, tak. Moje wielokrotne próby prowadzenia pamiętników kończyły się użalaniem nad sobą i życiem miłosnym, ewentualnie rodzinnym, koniec z tym. Po miesiącu, czasem dwóch zeszyt z zapiskami, trafiał to kąta wraz ze starym kurzem. Mój mózg to bardzo skomplikowana skarbnica wiedzy. Zazwyczaj mam filozoficzno-egzystencjalne przemyślenia w najbardziej nieoczekiwanym momencie, które w momencie, gdy staram się je przypomnieć, radykalnie się zmieniają doprowadzając mnie do innego wniosku, na odrębny temat. Jednak nie twierdzę, że są bezwartościowe. To jest właśnie główny powód mojej obecności tutaj. Okaże się, czy skończy się według schematu.
Z pazerności, nie. Oczywiste jest jednak, że każdy lubi zarabiać nic nie robiąc. Ja na tym nie zarabiam, zakładając bloga okazało się jednak, że jest taka możliwość. Na razie tego nie chce, piszę dla siebie, może później dla kasy. 
Zakończę już ten wątek, chociaż natłok myśli znowu mnie nachodzi. Muszę jednak zachować pewien porządek (w końcu to jest moim celem), więc to o czym myślę teraz, a raczej modyfikację tego napiszę następnym razem. Nie oczekuję, że ktoś będzie z niecierpliwością czekał na mój news. Ważna jest samorealizacja.



Dobranoc.